Niestety nie pospałem zbyt długo, ponieważ tuż po siódmej obudziła mnie pielęgniarka:
-Dzień dobry, mam nadzieję że dobrze pan wypoczął.
Spojrzałem na jej piękną twarz i cudne blond włosy najwyraźniej byliśmy w podobnym wieku, trochę onieśmielony jej urokiem cicho odpowiedziałem:
-Nie do końca-spojrzałem na srebrną tackę, którą trzymała w ręku- czy te wszystkie leki są dla mnie?
-Muszę pana zmartwić, ale niestety tak.
Czułem, że skądś ją znam. Usiłowałem sobie przypomnieć, kto to może być lecz w mojej głowie powstała ogromna próżnia. Kobieta podała mi kubek z zimną wodą i pierwszą pigułką. Szybko ją połknąłem, spodziewałam się że zaraz poda mi następną, lecz nagle zapytała:
-Na prawdę mnie nie poznajesz?
Ha, czyli jednak miałem rację! Znam, a raczej ją znałem. Zażenowany całą tą sytuacją nie przyznałem się, że jej nie pamiętam więc skłamałem:
-No jasne, że wiem kim jesteś.
Pielęgniarka momentalnie rzuciła mi się na szyje, przytuliłem ją równie mocno.
-Bardzo się cieszę, że cię widzę- szepnąłem jej do ucha- wiem, że mieliśmy świetną relację, jestem tego pewien! Na pewno często rozmawialiśmy. Przepraszam, ale zapomniałem jak masz na imię, ale to nie znaczy, że nie pamiętam iż byłaś dla mnie bardzo ważna, nadal jesteś.
-Sylwia- pogodnie się uśmiechnęła.
I wtedy do mnie dotarło jak bardzo wszystkich zaniedbałem, objąłem ją najmocniej jak potrafiłem i pierwszy raz od bardzo dawna popłakałem się. Jakim trzeba być egoistą, aby wyjechać w tyle wspaniałych zagranicznych tras koncertowych, cieszyć się wielką sławą, rzeszą fanów a jednocześnie zapomnieć o osobach które były z zespołem od początku. Gdyby nie pierwsi fani NEO nie byłoby nas. Tak długo pieliśmy się na szczyt, a tak szybko o nich zapomnieliśmy. Najbardziej zabolało mnie to że zawaliliśmy wszyscy po kolei. Gdyby tylko jeden z nas w tym przypadku ja popełnił by ten okrutny błąd o wiele prościej byłoby go naprawić.
*Jako Martynka*
Bardzo martwiłam się o Huberta. Nie mogłam przez to normalnie funkcjonować, natychmiast chciałam pojechać do szpitala i sprawdzić jak się czuje, lecz byłam pewna że wypadałoby pojechać tam razem z chłopakami. Niestety oni jeszcze spali, a ja tak bardzo chciałam go zobaczyć. Przygotowałam dla nich śniadanie po czym zdesperowana wyszłam z domu i ruszyłam do szpitala. Po drodze kupiłam dla Mika owoce i wielką czekoladę, miałam nadzieję że sprawi mu to przyjemność. Gdy dotarłam na miejsce szybko popędziłam do pokoju w którym się znajdował. Zza drzwi, słyszałam że rozmawia z jakąś dziewczyną. Nie wiem dlaczego, ale zrobiłam się trochę zazdrosna. Odważnym krokiem weszłam do środka. Nagle spostrzegłam, że obok niego siedzi uśmiechnięta Sylwia, gdy dziewczyna zorientowała się kim jestem podeszła do mnie i przywitała mocnym uściskiem:
-Ruda, jak dawno, cię nie widziałam!
-Ja ciebie też-szczęśliwe odparłam.
Niestety nie mogłyśmy zbyt długo porozmawiać, gdyż "wzywały" ją obowiązki. Po opuszczeniu przez nią pokoju, zapadła niezręczna cisza. Hubert wskazał ruchem ręki bym położyła się obok niego. Zdziwiona zrobiłam to.
-Dzięki, że przyjechałaś.
-Po prostu czułam, że muszę.
-Takie są obowiązki narzeczonej, prawda?
-Oczywiście-zaśmiałam się.
Po dłuższej chwili chłopak pocałował mnie w policzek, zaskoczona tym gestem podniosłam się z łóżka.
-Spokojnie, nie podrywam się w końcu już kiedyś ci się oświadczyłem-wybuchnął śmiechem.
Szczerze, nigdy nie lubiłam takich żartów. Gdy byliśmy bardzo bliskimi przyjaciółmi Mike, często zachowywał się jakbyśmy byli parą. To rozbudziło moje zauroczenie, a potem zakochanie się w nim. Nie chciałabym, aby to się powtórzyło. Dopiero co zaczęliśmy się na nowo poznawać, a stare uczucie do chłopaka by temu nie sprzyjało.




