wtorek, 26 maja 2015

Rozdział 3. "Zawsze będziesz moją przyjaciółką, zawsze."

     Ha po tylu latach dopiero teraz to sobie uświadomili, przyznam było to całkiem zabawne. W zasadzie nie chciałam już drążyć dziury w całym, więc zaprosiłam chłopaków do "naszego miejsca". Była to mała kawiarnia pod Warszawą. Często jeździliśmy tam na czarną, gorzką kawę. W prawdzie nikt z nas jej nie lubił, lecz picie jej uważaliśmy za dorosłe. Lubiliśmy się tam spotykać, gdyż był to nasz azyl od całego zabieganego świata. Właśnie tam powstało wiele piosnek oraz rozwiązała się masa problemów. Zdarzało nam się tam wpadać indywidualnie przy czym żeby było zabawniej i tak napotykaliśmy się na siebie. 
     Pamiętam gdy początkiem czerwca, przyjechałam do kawiarenki bo miałam już dosyć liceum, ciągłe poprawki i "wyciąganie ocen", to wszystko mnie dobijało. Zajęłam miejsce przy stoliku pod oknem i zamówiłam to co zwykle. Czekając na kawę, pogrążyłam się w słuchaniu muzyki. Ktoś od tyłu wyciągnął mi słuchawki z uszu, był to najwyraźniej roześmiany z tego powodu Piotrek.
-Martynka, co Ty tu tak siedzisz sama?
-Miałam zamiar pouczyć się w spokoju-ironiczne odparłam.
-Właśnie widzę jak się uczysz-krzywo uśmiechną się i przysiadł do stolika.
Było to nasze przed ostatnie spotkanie. Bardzo dobrze, je wspominam. Chłopak stresował się pierwszą w jego życiu trasą koncertową. Bał się dosłownie wszystkiego, że NEO spóźni się na koncert lub nie da rady wyjść na scenę albo zapomni tekstu piosenki. Powodów było naprawdę dużo, lecz ja wiedziała, że doskonale sobie z nimi poradzi. Wtedy żartobliwie westchnęłam:
-Gdy już będziesz sławny w Europie, nie zapominaj o mnie.
Pete skrzywił się wstał i mnie przytulił:
-Zawsze będziesz moją przyjaciółką, zawsze.
     Gdy wrócili z trasy koncertowej nie mieli dla mnie czasu. Często przypominałam sobie słowa Piotrka, a potem porównywałam je do obecnej sytuacji i tak mijały miesiące, a potem lata. Pustak, zupełna cisza po ich stronie. W zasadzie, teraz też pomiędzy nami było jakoś sztywno. Siedzieliśmy w piątkę jak dawniej w tym samym miejscu, konsumując nadal tak samo gorzką kawę. Na pierwszy rzut oka wszystko fajnie, przyjacielskie spotkanie "po latach". Niestety jakoś nie mogłam się do tego przekonać. Chłopaki opowiadali mi o sowich koncertach, sukcesach, wspaniałych fanach o czterech wydanych płytach, próbowałam zachować pozory, że wszystko jest okay. Udawałam radosną, kiedy do oczu cisnęły mi się łzy. W środku przeżywałam powolną apokalipsę, z każdym ich  słowem mój mózg był coraz bardziej przeciążony, fałszywą przyjaźnią. Hubert, chyba to zauważył i nagle przerwał długą opowieść reszty grupy:
-To może jednak pójdziemy na spacer?
"Spacer", uświadomiłam sobie jak dawno nie chodziłam bez celu po Warszawie. Był to świetny pomysł od dawna mi tego brakowało, lecz moje szczęście nie trwało zbyt długo. Gdy wróciliśmy z powrotem do miasta, grupa fanek zauważyła chłopaków. Zanim zrobili sobie z każdą zdjęcie i podarowali autograf, zapadła noc a ja wróciłam do domu.



niedziela, 24 maja 2015

Rozdział 2. "Kiedyś się dowiesz"

     Siedzieliśmy tak dopóki nie zjawiła się reszta zespołu.
-Tu jesteście-uradował się zdyszany Phil.
Zaczęłam się zastanawiać co oni tu w ogóle robią. Dlaczego po tylu latach tak nagle przyjechali? O co im chodzi? W mojej głowie rodziło się coraz więcej trudnych pytań. Bezwładnie poddałam się moim rozmyśleniom. Całkiem zapomniałam, że siedzę obok chłopaków.
-Coś się stało-zwrócił się do mnie Pete.
-Nie-wydukałam-znaczy tak.
Chłopak rzucił w moją stronę przenikliwe spojrzenie i bezsensownie powtórzył moją odpowiedź w formie pytania:
-Tak?
W zasadzie to nie wiedziałam co odpowiedzieć. Zapanowała niezręczna cisza. Bacznie obserwowałam chłopaków, byli jacyś inni. Nie tak ich zapamiętałam. Pamiętałam ich jako radosne dzieci muzyki, pełne życia i pozytywnej energii. Teraz są "szarzy" bez życia w środku. Siedzieli obok mnie obcy ludzie, którym kiedyś mogłam powiedzieć dosłownie wszystko. Po moim policzku spłynęła jedna desperacka łza:
-O co wam chodzi, czemu przyjechaliście?
I nic, nadal cisza. Trwało to długo zanim któryś z nich zebrał się na odpowiedź, był to Hubert:
-Przerwaliśmy trasę, za karę-zrobił długą przerwę-karę dla nas.
Karę? Za co oni mogli się ukarać? Wiedziałam coraz więcej, a dla ironii rozumiałam coraz mniej. Stali się tak zagadkowi jak nigdy. Zamiast normalnie wyjaśnić używali pojedynczych i nie istotnych dla kontekstu słów.
-Kara, fajnie to ująłeś-westchnął Filip.
-Moglibyście rozwinąć temat-cicho poprosiłam.
-Myślę, że to nie odpowiednie miejsce i czas-odparł Marcin-kiedyś się dowiesz.
"Kiedyś się dowiesz" te słowa długo dźwięczały mi w uszach. Co one mogły oznaczać, czy chłopaki zrobili coś naprawdę potwornego, czy po prostu nie zamierzają mi się zwierzać. Po długim namyśle odważnie zadałam drugie pytanie:
-Nie odzywaliście się do mnie przez 10 lat, dlaczego postanowiliście to zmienić, nie rozumiem tego.
I tym w nich uderzyłam nie potrafili, na to odpowiedzieć. Każdy próbował, ale nie kończył. Bardzo mnie to zirytowało, więc wstałam i poszłam przed siebie. Szybko zerwali się z miejsca i pobiegli za mną.
-Bo jesteśmy idiotami-szybko sprostował Piotrek.
Reszta zespołu jednogłośnie to potwierdziła.
-Zaniedbaliśmy rzecz dla nas ważną, zaniedbaliśmy Ciebie-dodał Filip.



piątek, 22 maja 2015

Rozdz. 1 "Myślałaś, że o Tobie zapomniałem?"

     Było zimno, bardzo zimno. To jednak nikomu nie przeszkadzało. Staliśmy tam czekając, aż wreszcie otworzą nam drzwi do klub. Z każdą chwilą ludzi było coraz więcej i więcej. Byłam na początku kolejki. Ścisk zaczął przybierać na sile, a mi zrobiło się słabo. Tak wytrzymałam ponad godzinę. W końcu ochrona wpuściła nas do środka. Wbiegliśmy tam jak stado dzikich koni. Z pośpiechem wpłaciłam kaucję za kurtkę i popędziłam dalej, wpadłam na wielkie plastikowe "drzwi". To teraz one dzieliły mnie od spełnienia marzeń, w ułamku sekundy otworzyły się. Zaczął się wielki wyścig pod scenę. Udało się! Dotarłam tam. Gdy na halę przybyli wszyscy, usłyszeliśmy radosne "Witaj Warszawo". Czułam zimne łzy, spływające mi po policzkach. Co chwile szczypałam się by sprawdzić czy to na pewno nie sen, za każdym razem wynik był pozytywny. Nagle na scenie pojawili się oni, idealni jak zawsze. Moi przyjaciele, a równocześnie idole. Jednym słowem - NEO.
-Chau,Chau-z moich rozmyśleń wyrwało mnie szczeknięcie jakiegoś psa.
Miło tak czasem powspominać, daje mi to masę pozytywnej energii, a jednocześnie przysparza o słone łzy. Od dawna chciałam o nich zapomnieć, znienawidziłam ten cały zespół. Dlaczego? Robiąc światową karierę zapomnieli o mnie. Byłam ich bliską przyjaciółką, teraz nasz kontakt zanikł. Jedynie czasem Nico odzywa się na facebooku, np. na święta. Moim najbliższym przyjacielem jest teraz Matti, który 10 lat temu odszedł z zespołu. Nikt dokładnie nie zrozumiał dlaczego, lecz to w tej chwili nie jest to zbyt ważne. Nie mam pojęcie czy on wciąż rozmawia z chłopakami. Jedynym źródłem o ich życiu jest fanpage. Niedawno nagrali piosenkę z najsławniejszym boysbandem - One Direction czy jakoś tak. Sama nie wiem dlaczego, tak bardzo mnie to obchodzi skoro chce ich doszczętnie wymazać z pamięci. 
     Nagle poczułam ciepłą dłoń na ramieniu i mechanicznie odwróciłam głowę.
-Myślałaś, że o Tobie zapomniałem-odezwał się Nico.
Zamarłam.
-Co Ty tu robisz?
-Stoję-odparł ironicznie.
Blondyn uśmiechnął się ukazując wszystkie białe zęby. Usiadł na ławce i mnie przytulił. Nie wiedziałam jak mam zareagować, lecz mimo wszystko wtuliłam się w niego i zaczęłam płakać.
-Tak bardzo Cię przepraszam- przerwał ciszę - zawaliłem, jestem okropny.
Próbowałam to jakoś potwierdzić, lecz nie mogłam wydobyć z siebie żadnego słowa.
-Zabrakło mi dla Ciebie czasu, a Ty zawsze miałaś go dla mnie pełno, przepraszam.
Przytuliłam go jeszcze mocniej, a moje łzy zmoczyły jego niebieską koszule.

Prolog.

Hej :D
Jest to imagine z Neo :D Piszę tutaj historię, która będzie się odgrywać w 2025r. :D Chłopcy są znani w całej europie, lecz pewna dziewczyna wciąż ma do nich głęboko ukrytą urazę.
Zapraszam :D