sobota, 3 października 2015

Rozdział 6. "Powinnam już dawno wymazać z pamięci stare obrazy chłopaków [...]"

     Siedzieliśmy tak trochę czasu, aż w końcu chłopak przerwał ciszę:
-Bardzo się cieszę, że nic ci nie jest.
-Mnie? To ty byłeś na przejściu, gdy doszło do wypadku-zaprotestowałam.
Hubert uśmiechnął się i odparł:
-Jeżeli ty wtedy byś tam była-ścisnął moją dłoń mocniej-nie poradziłbym sobie z myślą, że mogłabyś zginąć.
Rozpłakałam się jak małe dziecko, chciałam wyjaśnić mu że ja w tamtym momencie również sobie nie radziłam, po raz kolejny dotarło do mnie że mogłam go na zawsze stracić. Położyłam się obok niego, leżeliśmy razem na ciasnym szpitalnym łóżku dopóki nie wszedł lekarz i nie kazał mi wyjść. Na korytarzu czekał na mnie Filip:
-I co u niego?
-Jest w dużym szoku-starałam się nie płakać-ale będzie dobrze.
-Musi być-uśmiechnął się.
Chłopak widział w jakim jestem stanie więc uznał, że resztę dnia oraz noc spędzę u niego i reszty członków zespołu. Zgodziłam się gdyż nie bardzo podobała mi się perspektywa nieprzespanej nocy. Wstąpiliśmy na chwile do mnie po najpotrzebniejsze rzeczy i wyruszyliśmy do ich nowo wynajętego mieszkania. Chłopaki na prawdę nieźle się urządzili, tak jakby zamierzali zostać w Warszawie na stałe. Przed późnym obiadem, opowiedziałam im szczegółowo dlaczego Mike trafił do szpitala. Oczywiście pocieszyłam ich tym, że lekarz stwierdził iż to nic groźnego lecz musiał go zostawić na obserwacje. Gdy zaczęliśmy jeść obiad, poczułam się jak dawniej. Kiedyś każdy niedzielny popołudniowy posiłek przygotowywaliśmy wspólnie, była przy tym masa śmiechu bo zawsze coś poszło nie tak. Pamiętam jak kiedyś zaczęliśmy smażyć naleśniki, oczywiście Piotrek uznał że jest mistrzem w tej jakże trudnej "dziedzinie". Postanowiliśmy to sprawdzić, wszyscy oprócz Pete opuścili kuchnię oczywiście, chłopak wkręcił się za bardzo w relacjonowanie na snapie z tego co robił i tym oto sposobem spalił pod rząd trzy naleśniki. Za każdym razem gdy wlewał ciasto na patelnie pochłaniał go zbyt długi monolog i tak każdy naleśnik kończył w czarnym kolorze. Dobrze, że w miarę szybko zobaczyliśmy co się tam dzieje i zdążyliśmy uratować resztę naszego obiadu.
-Martynka, żyjesz-Marcin zauważył, że jestem nieobecna.
-Tak, tylko zastanawiam się jak czuje się Hubert-skłamałam.
Przecież nie mogłam mu powiedzieć, że tęsknię za tym jak było dawniej, to już nigdy nie wróci. Powinnam już dawno wymazać z pamięci stare obrazy chłopaków i spojrzeć na ich nagły powrót przez pryzmat tego, że w bardzo krótkim czasie po wyjeździe w trasę o mnie zapomnieli. Niestety, chwile przeżyte razem z nimi były dla mnie zbyt ważne. Mimo wszystko, wciąż nie byłam pewna czy dobrze robię próbując odnowić z nimi kontakt. Gdyby się głębiej zastanowić to Hubert wylądował w szpitalu z mojej winy. Jeśli od razu po powrocie chłopaków bym ich olała, nigdy nie spotkałabym się z Mike'm i nie zabrałabym go na wspólne spotkanie z Patrykiem. Patryk! Na śmierć zapomniałam, że chciał się dziś ze mną zobaczyć. Natychmiast chciałam zadzwonić do niego z przeprosinami, jednak okazało się że mam rozładowany telefon. Szybko wyciągnęłam ładowarkę z torebki i natychmiast podłączyłam ją do najbliższego kontaktu.
-Nic się nie zmieniło, nadal jesteś uzależniona od telefonu-wtrącił Marcin.
-Po prostu muszę wykonać jeden bardzo ważny telefon, mogę zostać sama?
Piotrek wyczuł powagę sytuacji:
-To co panowie, może pójdziemy na krótki spacer?
Reszta ekipy bez namysłu się zgodziła i po kilku minutach opuścili mieszkanie.

*Jako Hubert*

     Leżałem samotnie w szpitalu, podłączony do kroplówki. Było już bardzo późno, a ja dalej nie mogłem zasnąć. Wciąż myślałem o Martynce, jak ona pięknie dziś wyglądała. Nie obchodził mnie ten cały wypadek, w tamtym momencie po prostu chciałem być tuż obok niej, chwycić za rękę, przytulić. Wiedziałem, że bardzo zaniedbałem nasze relacje, za wszelką cenę chciałem je naprawić. Gdybym mógł cofnąć czas na pewno nie zgodziłbym się na te wszystkie cholerne trasy koncertowe, nic nie mogło się równać naszej przyjaźni. Niestety biegu zdarzeń nie mogę zmienić, ale zawsze mogę starać się zdobyć jej zaufanie. Kiedyś na pewno odzyskam je na nowo. Moje przemyślenia ciągnęły się całą noc, zasnąłem dopiero około szóstej rano.


3 komentarze: